Outbound w niszowej branży B2B: czy warto go uruchamiać
Outbound w niszowej branży działa inaczej niż na szerokim rynku: zamiast wolumenu decyduje precyzja. Wąska lista pozwala zbudować kontekst o każdej firmie, dlatego kryterium sukcesu przesuwa się z liczby wysłanych wiadomości na kilka rozmów z właściwymi decydentami.

„Nasza branża jest zbyt niszowa, nie ma do kogo pisać" - to jedno z najczęstszych zastrzeżeń, jakie słyszymy na pierwszej rozmowie. Stoi za nim założenie, że działania wychodzące potrzebują dużej bazy. Nasze doświadczenie mówi co innego: outbound w niszowej branży działa, tylko opiera się na innej dźwigni niż kampania masowa.
Wąski rynek B2B zmienia metodę, nie sens działania. W tym artykule pokazujemy, jak policzyć swój rynek, zanim uznasz go za zbyt mały, co zmienia się w kampanii na wąskiej bazie i kiedy uczciwie odradzamy start.
Zanim uznasz rynek za zbyt mały, policz go
Większość firm, które uważają swój rynek za zbyt mały, nigdy go nie policzyła. Ocena „u nas jest kilkanaście firm" powstaje z pamięci i z wrażenia, że w branży wszyscy się znają. Rachunek prowadzi się na dwóch poziomach.
Policz firmy
Ile podmiotów spełnia kryteria Twojego profilu idealnego klienta: branża, wielkość, region, model działania. Nie te, które znasz z nazwy, lecz wszystkie z opisu.
Policz osoby decyzyjne
W B2B decyzja rzadko należy do jednej osoby. Jeśli rozmowę może otworzyć zarząd, szef sprzedaży albo dyrektor techniczny, lista rośnie razem z liczbą ról.
Sprawdź rynki sąsiednie
Ten sam problem miewają firmy o innym profilu działalności, a to najszybszy sposób na powiększenie listy bez rozmywania kryteriów.
Po takim rachunku rynek, który wyglądał na kilkanaście firm, często okazuje się listą kilkuset pozycji, a to już baza na kampanię. Sam profil, od którego zaczyna się liczenie, opisaliśmy w tekście o profilu idealnego klienta.
Outbound w niszowej branży opiera się na precyzji, nie na wolumenie
Na wąskim rynku wolumen przestaje być dźwignią i wbrew pozorom to dobra wiadomość. Słabą trafność nadrabia się zwykle liczbą wysyłek, natomiast w niszy ta droga jest zamknięta. Zostaje precyzja, która dopiero tutaj staje się w pełni wykonalna.
Różnicę widać w rzędach wielkości. Przy liście liczącej około 300 firm da się zbudować kontekst o każdej z nich: przeczytać stronę, sprawdzić aktywność decydenta na LinkedInie, wychwycić sygnały w rodzaju rekrutacji czy pozyskanego finansowania. Przy bazie rzędu 30 tysięcy kontaktów taka praca jest nie do wykonania i zastępuje ją szablon.
Na tej pracy stoi nasza platforma kontekstu, a odbiorcy opisują jej efekt wprost: „brzmi, jakbyś mnie znał". W małej branży ma to podwójne znaczenie, bo ludzie tu ze sobą rozmawiają i jedna masowa wysyłka psuje opinię u wszystkich naraz.
Co zmienia się w kampanii na wąskim rynku B2B
Kampania na wąskim rynku różni się od masowej 4 rzeczami: tempem, horyzontem, rolą LinkedIna i definicją sukcesu.
Ostrożniejsze tempo
Bazę spala się tylko raz, bo nie ma drugiej puli firm w odwodzie. Dlatego wysyłamy wolniej i sprawdzamy przekaz na mniejszych partiach.
Dłuższy horyzont oceny
Rytm 3-4 wiadomości co 3-6 dni zostaje, natomiast efekty ocenia się w skali kwartału. Pierwsze 3 tygodnie to przygotowanie, kampania rusza w 4. tygodniu, a pierwsze spotkania zwykle w 5.
Mocniejsza rola LinkedIna
W wielu niszach adresów służbowych brakuje, bo firmy podają jeden ogólny kontakt. Wtedy prospecting na LinkedInie dociera tam, dokąd e-mail nie ma jak trafić, a limity jednego konta, czyli najwyżej 100 zaproszeń tygodniowo i do 15 pierwszych wiadomości dziennie, na liście liczącej kilkaset pozycji zwykle wystarczają.
Inne kryterium sukcesu
Na wąskim rynku sukcesem jest kilka rozmów z właściwymi osobami w kwartale, a nie dziesiątki spotkań miesięcznie.
Warto przy tym połączyć oba kanały zamiast wybierać jeden. W naszych 5 kampaniach testowych skoordynowanie e-maila i LinkedIna dało trzykrotnie wyższy wskaźnik odpowiedzi niż pojedynczy kanał. Mechanikę tej koordynacji opisaliśmy w tekście o kampaniach wielokanałowych.
Kiedy działania wychodzące naprawdę nie mają sensu
Wąski rynek sam w sobie nie przekreśla działań wychodzących, są jednak 3 sytuacje, w których nie mają one sensu.
Pierwsza to sprzedaż do odbiorcy konsumenckiego. Nasze działania docierają do decydentów w firmach, a sprzedaż do osób prywatnych rządzi się inną logiką, w której ten kanał się nie sprawdza.
Druga to bardzo niska wartość kontraktu przy długim procesie decyzyjnym. Nakład pracy na jedną rozmowę pozostaje ten sam niezależnie od wielkości umowy, więc gdy decyzja zapada miesiącami, rachunek nie wychodzi.
Trzecia to brak jasnej propozycji dla wąskiej grupy. Jeśli nie potrafisz powiedzieć w jednym zdaniu, jaki problem rozwiązujesz akurat tym firmom, kampania odsłoni to w pierwszym tygodniu.
Mówimy o tym przed startem, bo czasem lepiej najpierw poukładać ofertę, a dopiero potem kampanię.
Jak zaplanować pierwszą kampanię outbound w niszowej branży
Pierwszą kampanię na wąskim rynku planuje się od końca: od decyzji, do których firm świadomie nie piszesz teraz. Kolejność ma tu większe znaczenie niż w kampanii masowej, bo każdy segment wykorzystasz tylko raz.
Ustal kolejność segmentów
Zacznij od tej części listy, w której masz najmocniejszy dowód: podobnego klienta, wdrożenie z konkretnym wynikiem albo znajomość realiów podsegmentu.
Zostaw część listy na drugą falę
Jeśli pierwszy przekaz nie zadziała, druga fala rusza z poprawioną ofertą do firm, które jeszcze nic od Ciebie nie dostały. Bez takiej rezerwy nowa wersja trafi wyłącznie do osób, które zignorowały poprzednią.
Zbuduj ofertę wokół konkretnego momentu
Sygnały rynkowe podpowiadają, kiedy warto napisać: prowadzone rekrutacje, pozyskane finansowanie, zmiana na kluczowym stanowisku. Na małej liście da się śledzić je na bieżąco.
Taka kampania nie potrzebuje dużej bazy, tylko dobrze wykorzystanej. Rynek liczący kilkaset firm daje materiał na kilka kwartałów pracy, o ile rozłożysz go świadomie zamiast wysłać wszystko w 2 tygodnie.
Najczęstsze pytania o outbound w niszowej branży
Czy outbound zadziała, jeśli mamy tylko kilkuset potencjalnych klientów?
Tak, przy zmienionej metodzie. Lista licząca kilkaset firm pozwala zbudować kontekst o każdej z nich, czego przy dużej bazie zrobić się nie da. Zmienia się też miara sukcesu: liczy się kilka rozmów z właściwymi decydentami w kwartale, a nie liczba wysłanych wiadomości.
Jak sprawdzić, czy nasz rynek nie jest zbyt mały na działania wychodzące?
Policz go na dwóch poziomach. Najpierw ustal, ile firm spełnia kryteria Twojego profilu idealnego klienta, a potem ile osób decyzyjnych jest w każdej z nich. Warto sprawdzić także rynki sąsiednie, w których ten sam problem występuje w firmach o innym profilu działalności.
Czym kampania na wąskim rynku różni się od masowej?
Przede wszystkim tempem i horyzontem. Wysyłkę prowadzi się wolniej, ponieważ bazy nie da się odtworzyć, a efekty ocenia się w skali kwartału. Rośnie też rola LinkedIna tam, gdzie brakuje adresów służbowych. Kryterium sukcesu to jakość rozmów, nie liczba spotkań w miesiącu.
Czy w niszowej branży lepiej działa LinkedIn czy cold mailing?
Najlepiej działają oba kanały naraz - w naszych kampaniach testowych taka koordynacja dawała trzykrotnie wyższy wskaźnik odpowiedzi niż pojedynczy kanał. Gdy firmy z Twojego rynku podają wyłącznie ogólne adresy kontaktowe, ciężar kampanii naturalnie przesuwa się w stronę LinkedIna.
Kiedy outbound nie ma sensu mimo dobrze policzonego rynku?
Gdy sprzedajesz do odbiorcy konsumenckiego, gdy wartość kontraktu jest bardzo niska przy długim procesie decyzyjnym albo gdy nie potrafisz nazwać problemu, który rozwiązujesz akurat tej grupie. W każdej z tych sytuacji lepiej najpierw uzupełnić brakujący element, zanim ruszy jakakolwiek wysyłka.
Ile potrwa kampania, zanim przyniesie pierwsze rozmowy?
Pierwsze 3 tygodnie to przygotowanie: rozgrzewanie skrzynek oraz budowa bazy i kontekstu o każdym odbiorcy. Kampania rusza w 4. tygodniu, a pierwsze spotkania pojawiają się zwykle w 5. Na wąskim rynku warto jednak patrzeć na cały kwartał, ponieważ wysyłkę rozkłada się w czasie.
Podsumowanie
Wąski rynek nie wyklucza działań wychodzących, tylko zmienia ich metodę: miejsce wolumenu zajmuje precyzja. Zanim uznasz swoją branżę za zbyt niszową, policz ją na poziomie firm i osób decyzyjnych, bo lista bywa kilkukrotnie dłuższa, niż się wydawało. Potem rozłóż ją w czasie, zostaw rezerwę na drugą falę i oceniaj kampanię liczbą rozmów, a nie wysyłek. Jeśli chcesz sprawdzić, ile realnie liczy Twój rynek, umów rozmowę - policzymy go wspólnie i powiemy wprost, czy kampania ma sens.
Cały proces w jednym miejscu zebraliśmy w bezpłatnym przewodniku → pobierz e-book.